Trandoshanin Bossk
cofn ął si ę o krok, wsuwaj ąc ogniwo energetyczne w komor ę karabinu blastero- wego, który wydoby ł spod peleryny. Wolno obróci ł si ę na pi ę cie i ostrzela ł trójk ę po- staci za sto łem deszczem czerwonych promieni. Quarrenka niemal eksplodowała w czarną mgłę. Ojciec Corrana, trafiony dwoma strza- łami w pier ś, polecia ł na oparcie ławy i zacz ął osuwać si ę na ziemi ę. W tym samym mo- mencie drobny człowieczek, z którym rozmawiał, zanurkował pod stół. Na nieszczęście dla niego strzały Trandoshanina zamieniły stolik w p łoną ce drzazgi i kawałki stopionego meta- lu. Dostał trzykrotnie w pierś, a czwarty strzał odstrzelił mu tył głowy. Janko5 Corran zobaczy ł teraz na obrazie samego siebie. Nagle, bez ż adnego przej ścia, nie wiadomo sk ąd. Po prostu tam by ł, kl ęczał w ka łu ż y krwi, otoczony p łon ącymi szcz ą t- kami stolika.